projekt KARO


Przemysł

Przemysł włókienniczy ZAKŁADY PRZEMYSŁU DZIEWIARSKIEGO "KARO" W GRÓDKU

"Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego "Karo" w Gródku (pow. białostocki) w czerwcu tego roku obchodzić będą jubileusz X-lecia swego istnienia.
Początkowo istniały tu Zakłady Przemysłu Terenowego, które produkowały tzw. małą konfekcję - kołdry, różnego typu płaszcze, koszule itp. Z chwilą przemianowania zakładów na Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego "Karo" pracowało tu tylko 42 pracowników. Przez 10 lat dużo się zmieniło w zakładach. Przybyło nowych pracowników i obecnie zakład liczy 414 osób, w tym 88 proc. stanowią kobiety. Przybyły nowoczesne hale produkcyjne, a wartość rocznej produkcji sięga 96 mln zł.
W zakładach istnieją 3 zasadnicze działy produkcyjne: krajalnia, szwalnia i pakownia. Zakład wykonuje systematycznie plany roczne. Wyroby zakładów wysyłane są do 190 odbiorców w kraju. W II kwartale tego roku zakład podejmuje produkcję na eksport. Na produkowanych 12 asortymentów, dwa posiadają znaki jakości.
Około 90 proc. Załogi ukończyło kurs zawodowy, pozostali to absolwenci szkół zawodowych. W zakładzie odczuwa się brak kadry technicznej. Aby nadrobić te braki pracownicy zakładu uzupełniają średnie wykształcenie w Technikum Włókienniczym i w Technikum Mechanicznym.
W pracy zawodowej i społecznej wyróżnia się wielu pracowników zakładu: Nadzieja Heremiuk, Zinaida Drozd, Władysława Boczko, Józefa Wróblewska, Antonina Krysiuk, Walentyna Sawicka, Teresa Walasek, Zinaida Bajsicka i inne.
Przy zakładzie działa dość prężna POP (Podstawowa Organizacja Partyjna - przyp. autora) licząca 62 członków i kandydatów oraz koło ZMS (Związek Młodzieży Socjalistycznej).

- Gazeta Białostocka z dnia 13. 03.1969r.


"KARO" W TALII EKSPORTOWYCH ATUTÓW

"Zadania grudnia zdominowało szycie na potrzeby rynku krajowego; na dzień przed "Sylwestrem" tradycyjną śnieżną biel przeplatała słoneczna żółcień , czerwień i jasny błękit dzianin bieliźnianych. Wykonywano z nich podkoszulki z długimi lub krótkimi rękawami, zdobione lamówką w kontrastowym kolorze.
Sporą ilość grudniowej produkcji wyróżniały rozmiary uwzględniające potrzeby osób nietypowych. Już wkrótce bielizna dla "wielkoludów" - biała i barwna powinna trafić do sklepów. Niestety, nie wiemy do których.
- Staraliśmy się wywiązać z obietnicy dostarczenia handlowi nadprogramowo poszukiwanej bielizny młodzieżowej - wyjaśnia kierownik produkcji, Czesław Ślusarz. - W skali całego przedsiębiorstwa powinna ona mieć wartość 350 mln złotych. W zamian uzyskalibyśmy sporą ulgę w podatku; załoga liczy na nagrody za to ekstra zadanie.
Z zamierzeń ZPD na ten rok zespołowi w Gródku przypada do wykonania w styczniu 390 tys,. sztuk bielizny; z tego kraj otrzyma 210 tys. wyrobów figurujących głównie w wykazach programów rządowych. Uzupełnieniem, a jednocześnie tegoroczną nowością ma być spora partia spódniczek dziewczęcych z atrakcyjnej tkaniny bistorowej. Również na styczeń zaplanowano przygotowanie dostaw letniej bielizny męskiej (180 tys. sztuk) dla odbiorców norweskich i angielskich.
"Karo" w Gródku zatrudnia 200 szwaczek w systemie akordowym. Przez ich ręce w ciągu dnia przechodzi 4,5 tony dzianin. Kobiety mówią: - Nie boimy się zadań eksportowych.
Wykonujemy je równie starannie jak zamówienia dla krajowych odbiorców. Często eksport wymaga większego nakładu pracy, bo na przykład wzór jest bardziej skomplikowany. Do tego przybywa czynności wynikających z konieczności konfekcjonowania wyrobów. Zwiększony wysiłek przynosi wymierne korzyści; np. ostatnie nagrody za eksport wyniosły od trzech do prawie dwudziestu tysięcy złotych.
W ubiegłym roku z Gródka za granicę powędrowało prawie 10 proc. produkcji; zrealizowano m. in. zamówienie z Finlandii na bieliznę młodzieżową i męską z dzianin bawełnianych. Ambicje eksportowe przedsiębiorstwa na ten rok określa zamiar zwiększenia obrotów z krajami drugiego obszaru płatniczego o 50 proc. Producenci z "Karo" twierdzą, iż jedynie taki "skok" może im zapewnić dostęp do nowoczesności, a tym samym utrzymanie jakości wyrobów na poziomie. Zresztą apetyt na "zielone" wymusza nie tylko potrzeba zakupu materiałów, maszyn i części zamiennych; bez deklaracji dewizowych nie chcą zawierać umów krajowi wytwórcy np. gumek czy nici.
-Wśród naszych kontrahentów zagranicznych oprócz krajów skandynawskich- uzupełnia kierownik Cz. Ślusarz - są również firmy ze Stanów Zjednoczonych i Libii. Być może wkrótce, jeśli trwające obecnie rozmowy zostaną sfinalizowane, dołączy do nich koncern Kruppa z RFN, pragnący kupować męskie gatki właśnie u nas."

- "Gazeta Współczesna" nr 4 z dnia 7 stycznia 1988 roku.



"KARO" CHCE BYĆ

"Gródeckie "Karo" z powodzeniem konkuruje z producentami z Tajlandii. W tym roku od 60 do 70 procent jego wyrobów idzie na eksport. Do Stanów Zjednoczonych wysyłane są głównie podkoszulki w intensywnych kolorach, do Finlandii - komplety ciepłej bielizny. Zakład zatrudnia 320 łudzi i pracuje na dwie zmiany, a ostatnio przyjął 16 absolwentek szkoły zawodowej. Nieczęsty to przypadek wśród przedsiębiorstw w małych miejscowościach, które na ogół czują się zagubione na wolnym rynku, nie stać je na odważne przedsięwzięcia, bez czego niewiele się dziś zdziała.
Prawdę mówiąc, "Karo" z Gródka, jak do tej pory, nie musiało podejmować samodzielnych decyzji. Funkcjonuje bowiem na prawach jednego z wydziałów produkcyjnych Zakładów Przemysłu Dziewiarskiego z Siedlec. Nikt tu nie musi łamać sobie głowy nad tym, co podoba się klientom w kraju i za granicą, jak poradzić sobie z coraz bardziej agresywnymi konkurentami z Azji. Swoją względną stabilizację, niezbyt co prawda wysokie, ale przynajmniej pewne zarobki, szwaczki zawdzięczają projektantom, akwizytorom, a przede wszystkim menedżerom z odległych o 200 kilometrów Siedlec.
Z Gródka ich pracy nie widać. I pewnie dlatego 90 procent załogi wypowiedziało się w referendum przeciw prywatyzacji.
- Mamy wyrobioną markę. Znak firmowy "Karo" jest w branży dziewiarskiej znany w kraju i za granicą - mówi kierownik Mikołaj Grycuk. - Czy taki zakład jak nasz, dobrze zorganizowany, musi się koniecznie prywatyzować? My uważamy, że może pozostać państwowy.
"Karo" kontynuuje ponad stuletnie tradycje przemysłu włókienniczego w Gródku. Pod koniec ubiegłego wieku, kiedy wybudowano linię kolejową z Białegostoku do Baranowicz, powstało tu 14 fabryczek. W latach 30 było ich siedem i zatrudniały blisko 700 osób. W czasie wojny przemysł gródecki przestał istnieć, Niemcy wymordowali Żydów, a fabryczki spłonęły.
Pierwszy powojenny zakład zatrudniał zaledwie 46 pracowników stałych i 30 chałupników. Rozwinął się dopiero po 20 latach, kiedy został przejęty przez siedleckie "Karo".

- Kurier Poranny z dnia 16,17,18 października 1992 roku.



CZEKANIE NA SPRZEDANIE

Zakłady Odzieżowe "Karo" z Siedlec popadły rok temu w tarapaty finansowe, zarządzanie przedsiębiorstwem przejął zarząd komisaryczny. W województwie białostockim znajdują się dwie duże filie tej firmy - w Bielsku Podlaskim i Gródku. O tym, czy białostockie oddziały przetrwają, czy zostaną przez macierzysty zakład pozostawione na pastwę losu, rozstrzygnie się do końca kwietnia.
Ministerstwo przemysłu ma zadecydować do 1 maja o podziale majątku i oddzieleniu Bielska i Gródka od Siedlec - powiedziała "Porannemu" Teresa Kołek, kierownik zakładu produkcyjnego w Bielsku Podlaskim. - Mamy nadzieję, że podział będzie sprawiedliwy. Liczymy na to, że nie zostaniemy obciążeni długami firmy. (...)
Oddział "Karo" w Gródku, to największy zakład w tamtejszej okolicy, zatrudniał on przed laty około 600 osób. Także tam w 98 proc. Były to kobiety. Dziś pracują tylko 242 osoby, ale trudno to nazwać pracą. Od początku roku zakład stoi.
Kobiety przychodzą, ale najczęściej wpisuje się im godziny postojowe - opowiada Jan Żugaj z kierownictwa zakładu. - Rzadko jest coś do zrobienia. W zeszłym roku jeszcze jakoś przetrwaliśmy, ale teraz jest źle. Załamał się zupełnie eksport. Dużo wyrobów wysłaliśmy do Finlandii, ale Finowie weszli do Unii i to już niemożliwe. Jedyna szansa dla zakładu, to wykupienie przez jakiegoś strategicznego sponsora. Wszyscy czekamy na decyzję ministerstwa.

Kurier Poranny Nr 97 z dnia 27 kwietnia 1995 roku.



SZANSA MIMO LIKWIDACJI

Od tygodnia cała załoga Zakładu Produkcyjnego KARO w Gródku jest już na wypowiedzeniu. Rozpoczęła się likwidacja filii KARO z Siedlec. Jak powiedział Krzysztof Olszewski, zarządca komisaryczny siedleckiego przedsiębiorstwa, decyzja o likwidacji zakładu w Gródku nie przekreśla szans na powstanie mniejszej firmy na bazie likwidowanej filii KARO.
Decyzją Ministra Przemysłu i Handlu z dniem 1 maja na bazie majątku Zakładu Przemysłu Dziewiarskiego w Siedlcach zostało utworzone samodzielne przedsiębiorstwo w Bielsku Podlaskim. Zaś o losie zakładu Produkcyjnego w Gródku zdecydował zarządca komisaryczny siedleckiego KARO, który zarządził jego likwidację. W związku z tym pracę traci ogółem 240 osób.
Podczas spotkania z załogą KARO w Gródku wyjaśniłem, że nie może nadal funkcjonować tak duże przedsiębiorstwo. Obiekt został zaprojektowany, aby zatrudniać nawet tysiąc osób. W sytuacji, jaka panuje na rynku dziewiarskim i przy braku odpowiednio przygotowanej kadry nie da się utrzymać takiego zakładu. Jeśli znajdą się osoby chętne, które na bazie majątku tego przedsiębiorstwa zechcą utworzyć jakąś firmę, która miałaby szansę na przebicie się na rynku, to prowadzona likwidacja nie będzie przeszkodą - wyjaśnia Krzysztof Olszewski, zarządca komisaryczny KARO w Siedlcach.
Zdaniem komisarza, załoga KARO w Gródku zrobiła spore zamieszanie, ponieważ grupa osób, którym skończył się okres skróconego wypowiedzenia nie chciała odebrać świadectw pracy.
-Ludzie nie chcieli pokwitować tego, czego nie otrzymali. Chodziło o odszkodowanie. Sprawa została już wyjaśniona po wprowadzeniu aneksu z zapisem, że pracownik nabył prawo do odszkodowania w związku ze skróceniem okresu wypowiedzenia umowy o pracę od 1 maja do 30 czerwca - mówi Wiesław Geneja, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ"S" w KARO w Gródku.
Jak stwierdza Krzysztof Olszewski, ludzie mieli nieuzasadnione obawy. Zgodnie z prawem, podstawowym obowiązkiem każdego pracodawcy jest wywiązanie się z zobowiązań płacowych wobec pracowników. Wszyscy, z którymi następuje rozwiązanie umowy o pracę otrzymają należne im uposażenie pieniężne. Jednak zarządca komisaryczny nie jest w stanie określić kiedy to nastąpi.
-Będę starać się regulować te zobowiązania w miarę możliwości finansowych fabryki w Siedlcach (w której realizowany jest program naprawczy). Są też szanse na uzyskanie środków na restrukturyzację zatrudnienia z Funduszu EFFAL. Średnio na jednego zwalnianego pracownika w Gródku trzeba przeznaczyć ponad 20 mln zł. Dlatego też w sytuacji, gdy musi być utrzymana płynność finansowa w przedsiębiorstwie w Siedlcach należy odpowiednio gospodarować środkami - mówi Krzysztof Olszewski.
Zarządca komisaryczny dodaje, iż chętnie oczekuje na pomysły i inicjatywę ze strony pracowników likwidowanego zakładu Produkcyjnego w Gródku. Chodzi o koncepcję dotyczącą ewentualnego wykorzystania istniejącego majątku przedsiębiorstwa i utworzenie na jego bazie jakiejś firmy.
Obecnie zarządca komisaryczny przeprowadza już proces likwidacji zakładu w Gródku. Zamierza on przekazać gminie budynki mieszkalne, oczyszczalnię ścieków i kotłownię. Natomiast do sprzedaży mają być przeznaczone świetlica, stołówka oraz hala produkcyjna wraz z